~ Harry's POV ~
Kiedy drzwi się otworzyły, z mojej twarzy zniknął uśmiech, a wstąpiło na nią zdziwienie. Skąd ona się tu wzięła? Przecież chłopaki mówili, że nie będzie tu nikogo, z kim mieliśmy okazje się zapoznać, a zwłaszcza JEJ. Ivy już od pierwszych zawodów znienawidziła moją osobę po maleńkim incydencie. Byłem wtedy zadowolony z siebie, ale w końcu zrozumiałem jaki błąd popełniłem.
Zeskanowałem jej twarz od góry do dołu i stwierdziłem, że od naszego ostatniego spotkania jeszcze bardziej wypiękniała. Kasztanowe włosy spływały falami po jej ramionach, a dotychczas drobna sylwetka nabrała kobiecych kształtów. Niezadowolona pokręciła swoim zadartym noskiem i krzyknęła
-Styles?! Co ty tu robisz do cholery?!
Rzuciłem jej jeden z moich popisowych uśmiechów i oparłem się o framugę.
-Miło znów cię widzieć Wilson. Nie cieszysz się z mojego widoku?
-Chyba śnisz- warknęła, a ja zaniosłem się śmiechem.
-Troszkę grzeczniej- powiedziałem- nie wolno zwracać się takim tonem do swojego opiekuna.
-O..opiekuna?- spytała z dziwnymi iskierkami w oczach.
-Tak- potwierdzam- przyszedłem z wami obgadać grafik. Byłem już w dziewiątce i przyznaje, że jest tam kilka sympatycznych dziewczyn.
Jej policzki stały się czerwone a swoje małe ręce zacisnęła na materiale koszulki.
-Wchodź.
Szedlem tuż za nią, a gdy usiadła na łóżku usadowiłem się obok niej.
-Więc tak...- zacząłem i przypatrzyłem się twarzom dziewczyn, aby lepiej je zapamiętać- jutro jak wiecie, zaczynamy od śniadania o ósmej rano. Później zaczynają się już indywidualne zajęcia z opiekunami- dziewczyny wyjęły kartki i długopisy- około dziesiątej idziemy na rampy i będziemy tam trzy godziny. Radzę wziąć butelkę wody, lub jakiś napój, bo nie będę miał dla was litości. Trzynasta trzydzieści to czas na zajęcia teorytyczne z dyrektorem naszego obozu. Ja jestem jeszcze za młody, więc za dużo wam nie powiem- uśmiechnąłem się do nich i popatrzyłem na Ivy. Była strasznie znudzona i tępo wpatrywała się w swoje nogi- Nie jestem do końca pewien ile mogą one trwać, dlatego na wszelki wypadek uzbrójcie się w cierpliwość. Na koniec mamy ognisko, na którym będą obecne wszystkie osoby się tu znajdujące. To coś w rodzaju zawiązania więzi, czy jakoś to tam określili inni. Opiekunami poszczególnych stopni są moi przyjaciele, których wam przedstawię podczas śniadania. Dzięki temu będzie wam łatwiej porozumiewać się z nimi. To co dzisiaj wam powiedziałem ciągnie się przez cztery dni, a piątego znów się tu pojawię obgadać z wami szczegóły- wstałem z posłania.
~ Ivy's POV ~
Harry podniósł się z miejsca a ja za nim. Pożegnał się z moimi koleżankami skinieniem głowy, a one odpowiedzialy mu tym samym. Eskortowalam go aż do drzwi, do momentu gdy pociągnął klamkę i przekroczył próg. Miałam ochotę zatrzasnąć mu je przed nosem, ale on mnie uprzedził.
-Możemy pogadać?- spytał.
-Jasne- odpowiedziałam obojętnie, ale wiedziałam, że to nie będzie zwykła rozmowa.
Wyszliśmy na zewnątrz i stanęliśmy na malutkim ganku. Chłopak przeczesał ręką swoje loki i przeniósł ją na kark.
-Widzisz...
-Harry!- ktoś krzyknął a my obrocilismy się w tym samym czasie.
***************************
Przepraszam za krótkie rozdziały, ale obiecuję, że gdy opowiadanie się rozkręci będą dłuższe. :*