środa, 28 maja 2014

Rozdział 8

~ Ivy's POV ~

Stałam w tych drzwiach a mój umysł podświadomie próbował zamknąć moje oczy. On znów chciał spróbować. Tak po prostu. Bez jakiejkolwiek rozmowy o tym co było i o tym co prawdopodobnie będzie, gdy ja zdecyduję się na obdarowanie jego osoby kolejną szansą. Nie mogłam oddychać gdy podniosłam na niego wzrok a zielone tęczówki przeszywały moją głowę, serce i wszystkie części ciała na wskroś. Wpatrywał się we mnie przez kolejne... nie wiem ile minęło.
Sekundy.
Minuty.
Godziny.
Zamarłam gdy delikatnie przejechał palcami po moim policzku. I zdawałam sobie sprawę, że płakałam. Kolejne krople spływały po mojej skórze a na języku panowała istna Sahara.
-Czemu płaczesz?- spytał cicho.
Przymknęłam powieki.
-Ja nie potrafię.
-Czego nie potrafisz?- nie dowierzał.
-Nie potrafię wyobrazić sobie jakby to mogło być. Harry...- z ust wydobywał się urywany oddech. Moje płuca wołały o pomoc- Nie chcę kolejny raz przechodzić tego samego. Nie chcę byśmy udawali zakochane gołąbki tylko po to, byś później zrobił to samo co kiedyś. Nie zniosła bym tego.
-Ile razy mam cię jeszcze przepraszać?- wziął moje ręce w swoje ciepłe dłonie- to było tylko jednorazowo. W ten dzień wydarzyła się cała lawina nieszczęść! Twój wypadek i nasze zerwanie. Nie zniosę dłuższej rozłąki. Nie chce dalej żyć bez ciebie. Boże. Może to zabrzmi cholernie banalnie, ale kocham cię od naszego pierwszego spotkania. Od twojego pierwszego uśmiechu, od...
-Idź już- usłyszałam swój głos.
-Nigdzie się stąd nie ruszam!- podniósł głos protestując. Wyrwałam obie kończyny i próbowałam zamknąć drzwi- Ivy nie możesz mi tego zrobić. Słyszysz?!- trzasnęłam nimi.
Przez następne kilka minut słyszałam jego wołania, ale z czasem ustawały. 
Z czerwonym nosem położyłam się na łóżku i przykryłam kołdrą. Nie brałam prysznica. Nie miałam siły.

~ Harry's POV ~

Czy ja zawszę muszę mieć takiego pecha?! Wykrzyczałem jej to! Po prostu to zrobiłem! A ona nawet nie raczyła się ze mną porozmawiać! Zamknęła te pieprzone drzwi ze łzami w oczach. Czy ona nie rozumie, że ja się zmieniłem? Czy nie widzi tego, jak próbuję być lepszy każdego dnia specjalnie dla niej?
Kopnąłem kamień leżący na mojej drodze. Od kampera dzieliło mnie kilkadziesiąt metrów. Drzewa falowały przy czubkach, pobudzane do swego tańca przez wiatr. W ciemności nocy widziałem światełka rozświetlające okna poszczególnych domków. Byłem już niedaleko. Chwyciłem za klamkę i otworzyłem drzwi. Z impetem uderzyły o ścianę a chłopaki podskoczyli na jednej z kanap. Czy oni zawsze muszą być ze mną, gdy mam zły humor?!
-Co jest stary?- spytał Niall trzymając w ręce paczkę chipsów.
-Nie masz własnych spraw?!- warknąłem siadając na podłodze.
-Harry uspokój się. Powiedz nam- poparł go Lou.
-Ivy nie chce spróbować- mruknąłem zakładając ręce na piersi i wlepiając wzrok w telewizor.
-Harry przykro mi- mój przyjaciel usiadł obok mnie- musisz jej dać czas. Niech najpierw przyswoi sobie tą wiadomość. Nie codziennie jej były chłopak prosi o kolejna szanse.
-Ale nie musiała odstawiać tego całego teatrzyku.
-Co masz namyśli?- zaciekawił się Zayn.
-Nooo... najpierw się rozpłakała gdy powiedziałem, że ją... kocham. A później tak po prostu zatrzasnęła mi drzwi przed nosem. Powiedziała, że ona nie potrafi...
-Ciężka sprawa. Ale patrz na to z innej perspektywy. Starając się przez cały obóz i walcząc o nią pokarzesz swoje prawdziwe uczucia i oblicze- wyraził swoją opinię Liam.
-Tylko, że to nie jest takie proste- marudziłem.
-Spróbuj a zobaczysz- skończył Niall.
Może nie podołam temu zadaniu i tak po prostu ją zawiodę?

~ Następny dzień~
~ Wieczór ~

-To co? Wpadniecie do nas?- usłyszałem Liama.
-Z wielką chęcią- klasnęła w ręce Macy.
-Nie chcemy się wpraszać- Clara.
-Ależ to żaden problem. Jakoś się pomieścimy- kontynuował mój przyjaciel.
-Hmmm...- zastanawiała się Ivy- ale tylko na chwilkę.
Kilka minut później niektórzy z nas siedzieli na podłodze a inni na kanapach. Niall postarał się o jedzenie i picie, a ja o porządek. Chyba nikt nie znajdzie moich bokserek pod dywanem.
-To może butelka?!- krzyknął Lou a wszyscy przystali na jego propozycję. 
Gdy siedzieliśmy już na równi, pusta butelka po wodzie mineralnej zaczęła wirowac na dywanie. Lou biegał z butelką ketchupu po polu, Zayn śpiewał " Ave Maria " a Clara w samej bieliźnie wykonywała taniec brzucha. W końcu jeden z czubków butelki wycelował w Ivy. Lou wymyślał jej zadanie.
-Mam!- wrzasnął patrząc na mnie.
Co on kombinuje?
-Pocałuj Harry'ego!
Dziewczyna zaskoczona popatrzyła na mnie.

*******************

5 KOMENTARZY=NEXT

wtorek, 27 maja 2014

Rozdział 7

~ Ivy's POV ~

Wszędzie biało. Po pomieszczeniu rozchodził się zapach wody utlenionej i bandaży, a w porcelanowej umywalce walały się waciki nasączone krwią i osoczem. Na półkach poustawiane buteleczki dzięki przechodzącym przez nie promieniom słonecznym prezentowały swoją zawartość. Brak bakterii, wszystko błyszczało czystością. Jednym słowem.
Pielęgniarka.
Dla niektórych zmora, ale także i ratunek przed sprawdzianami i pytaniem. Dzisiaj mnóstwo łez i potu. A wszystko przez tego chłopaka. Jestem zamknięta w tych czterech ścianach na następne kilka godzin. Cudownie. 
Przytulałam do siebie jedną z bliźniaczek a ona moczyła moją bluzkę. Przybita z czerwonymi oczami spoglądała na swoją nogę z obrzydzeniem. Pokrywało ją mnóstwo szwów, które otoczone były czerwono-sinymi plamami. Jak to się mówi nieszczęścia chodzą parami. Jedna rzecz mnie bardzo cieszyła. Pierwszą osobą podbiegającą do mojej koleżanki był Harry. To on zatroszczył się o bezbolesne przeniesienie do pielęgniarki i pojechał po środki znieczulające. Mimo wydarzeń, które miały miejsce w przeszłości mogę powiedzieć, że jestem z niego bardzo dumna. Nie olał tego tylko z zimną krwią... ale o krwi może już nie wspominajmy.
-Jak się czujesz?- Harry wparował do pomieszczenia obładowany siatkami różnego koloru i faktury.
-Bywało lepiej...- dziewczyna uśmiechnęła się słabo.
-Najważniejsze, że jej pomogłeś- powiedziałam.
Gówno mnie obchodziło co sobie myśli. Wstałam i mocno wtuliłam się w jego ciało.
-Dziękuję- szepnęłam wprost do jego ucha, jednocześnie dmuchając ciepłym powietrzem na jego szyję.
Zesztywniał.
Przytulił mnie mocniej.

~ Harry's POV ~

Moja skóra płonęła. Ogniste języki lizały ją zawzięcie przy każdym dotyku Ivy. Gdy gorące powietrze ocierało poparzoną skóre... Czułem się jakby łamał się łamał się i jeszcze raz łamał mój kark. Kręg po kręgu. Wszechogarniający mnie skwar klepał mnie po ramieniu jeden, dwa, trzy razy.
Już czas.
Działaj.
Nie daj satysfakcji temu dupkowi.
Walcz.
Nie mogłem mówić. Język utknął mi w gardle a oczy tępo wpatrywały się w sufit. Nie chciałem jej wypuszczać, ale jej cudowny korpus coraz bardziej oddalał się od mojego. NIE.
-Dzień dobry- zwróciła się do mnie pielęgniarka. 
Miała włosy upięte w tradycyjnego koka a okrywał ją biały kitel w parze z drewniano-skórzanymi chodakami. 
Przełknąłem ślinę.
-Harry Styles- wyciągnąłem rękę- przyszedłem w sprawie poszkodowanej. Przez jaki czas muszą goić się rany?
-Myślę, że po dwóch tygodniach będziemy mogli zdjąć kilka szwów. Mam nadzieję, że obrażenia bardzo ładnie się zasklepią.
Usiadła przy swoim biurku i zaczęła przeglądać jakieś papiery.
-Proszę poinformować pana dyrektora o wypadku. W takich sprawach nie obowiązuje mnie tajemnica lekarska.
Pokiwałem głową i uwcześnie się żegnając wyszedłem z bliźniaczką na rękach. Za nami podąrzała Ivy. Dotarliśmy do jej domku  i dziewczyna otworzyła drzwi kluczykiem,który wyciągnęła z tylnej kieszeni spodenek. Och.
Po położeniu jej koleżanki na łóżko i natychmiastowym zaśnieciu obiekt mych westchnień chciał zatrzasnąć mi drzwi przed nosem. Przytrzymałem je ręką.
Wdech.
Wydech.
Wdech.
Wydech.
-Ivy...- zaciąłem się- ja... ja chcę zacząć wszystko od nowa. Chcę byśmy byli ZNÓW razem.

*********************
PIF! PAF! Kochani! Baaardzo przepraszam, że rozdziały się nie pojawiały, ale rozwaliłam telefon i mam dostęp do internetu tylko z laptopa. Do tego dochodzi szkoła i pewne sprawy osobiste z pewnym chłopakiem :///

5 KOMENTARZY=NEXT

czwartek, 15 maja 2014

Rozdział 6

 ~ Ivy's POV ~

Usiadłam przy jednym ze stolików obok siostry mojego nowego kolegi. Tom zajął miejsce obok  mnie i asekuracyjnie oparł rękę na ławce zaraz za moimi plecami. Z poczuciem winy oglądnęłam się za siebie i widząc koleżanki nadal stojące przy wejściu zlapalam ich spojrzenia i zachęcająco machnęłam ręką. Ruszyły w naszym kierunku. Najwidoczniej chłopak nie był zachwycony ich obecnością, gdyż głośno odkaszlnął lustrując dziewczyny zasiadające naprzeciwko nas.
-Cześć- powiedziały jednocześnie bliźniaczki.
-Hej- odpowiedziało rodzeństwo.
Tom nie zwracał większej uwagi na inne osoby.
-Idę po śniadanie. Chcesz coś?- spytał.
-Jeśli mógłbyś przynieś mi musli- lekko uniosłam kąciki moich ust.
-Będę za chwilkę- zanim mogłam mrugnąć okiem jego wargi wylądowały na moim rozgrzanym policzku. Bez słowa wstał od stołu, a ja przyłożyłam palce do miejsca gdzie przed chwilą znajdowała się mała cześć jego. Och.

~ Harry's POV ~

Byłem strasznie podekscytowany dzisiejszymi zajęciami. Miałem nadzieję, że Ivy w końcu doceni moje starania i uda mi się z nią porozmawiać. Może gdybym...
-Stary...- Lou szturchnął mnie w ramię, od czego o mało nie upuściłem widelca. Ruchem głowy wskazał stolik gdzie siedziała ONA. Udając, że poprawiam włosy, nieznacznie przechyliłem się na ławce i aby dodać lepszego efektu ułożyłem je w charakterystyczny dla mnie sposób. To co  zauwarzyłem wyprowadziło mnie  z równowagi. Czy ten facet właśnie ją pocałował?! Kurde jeszcze tego by brakowało żeby Ivy poczuła coś do tego wybryku natury. Gdybym się postarał mogłoby być tak pięknie! Teraz byłem jeszcze bardziej zdeterminowany. Wstałem i widząc jak Tom balansuje z kilkoma talerzami w ręku przechwyciłem jeden z nich. Musli z truskawkami. Pamiętałem, że wtedy je jadła. Przyspieszyłem kroku by znaleźć się szybciej przy stoliku.
-Musli raz- uśmiechnąłem się gdy zauważyłem jak podskakuje na swoim miejscu.
Swoimi drobnymi palcami ujęła brzegi gorącej miski.
-Ummm... ja.. dziękuje.
Jak ona pięknie się rumieni!
-Widzimy się za godzinę- pusciłem oczko i wyszedłem.

***********

-Jestem Harry Styles i przez najbliższy czas będę pomagał wam w ćwiczeniach trików- zaczynam- mam nadzieję, że stworzymy zgraną paczkę. Na początku może się przedstawimy.
Każdy po kolei mówił swoje imię. Marta, Evan, inni ludzi i... Ivy. Kurde czy ona zawsze jak mówi to ma takie cudne dołeczki? No cóż... Zauważyłem, że nie odzywałem się dłuższą chwilkę i wszyscy na mnie patrzyli.
-Zaczynamy- krzyknąłem.
Przez cały trening przyglądlem się Evan'owi. Radził sobie bardzo dobrze, ale dużą uwagę przykładał do szczegółów, więc często się wywalał. Pod koniec wyznaczonego czasu stracił kontrole nad kierownicą i wpadł na kogoś. Oboje wylecieli z rampy. Rzuciłem się na pomoc.... Jezu czy to nie jest... ? Lepiej nie mogło być!