środa, 19 listopada 2014

Rozdział 10

~ Harry's POV ~

  Cały następny dzień Ivy mnie unikała. Gdy nasze spojrzenia się spotykały odwracała wzrok lub wykrzywiała twarz w dziwnym grymasie. Było mi trochę głupio. Nie wiedziałam co tak naprawdę czuła po wczorajszym pocałunku- może obrzydzenie a może tak samo jak mi, w jej brzuchu latał stado motyli. Zastanawiałem się czy dobrym pomysłem byłoby pozostanie na stanowisku opiekuna tej grupy. Gdyby nasze kontakty uległy zmianie oboje czulibyśmy się niekomfortowo na codziennych zajęciach a i innym udzielałby się nasz nastrój. Czasami trzeba dać odejść osobie, którą kochasz a jeśli ona czuje to samo do ciebie to na pewno wróci. Chciałbym by z nami było tak samo, by tak jak wcześniej jej miękkie usta lądowały na moich każdego ranka i wieczoru, gdy razem kladlismy się spać. Często wyobrażałem sobie, gdy wszyscy już pogrążeni we śnie chrapali po cichu, a ja jedyny przewracałem się z boku na bok, że to właśnie ona leży obok mnie, w tej swojej niebieskiej koszulce z małą, białą owieczką na środku klatki piersiowej i tuli mnie do siebie tym samym splatając nasze nogi razem. Po takich samotnych nocach obiecałem sobie, że to wszystko wróci a ja będę dziękował Bogu za takiego kogoś jak ona. Pierwszym moim zadaniem było usunięcie z jej otoczenia Toma, który najbardziej mógłby mi przeszkodzić w jej odzyskaniu. Ten koleś od samego początku mi nie pasował. Próbował uwieść każdą dziewczynę, która była na tym obozie a przy Ivy stawał się pieprzonym romantykiem kupującym pieprzone kwiaty, piekącym pieprzone ciasteczka według przepisu jego babci. Po naszej rozmowie z Morgan byłem już pewny, że to on jest diabłem w tej rodzinie. Ewenementem, którego trzeba zniszczyć by dalej nie rozwijał się jak pasożyt. Mógłbym pokazać Ivy jakim okropnym człowiekiem tak naprawdę jest. Aż wzdrygnąłem się na samo wyobrażenie jego brudnych łap na jej kruchym ciele... Eh, trzeba coś z tym zrobić.
Jeden dzień po incydencie nad jeziorem byłem w wyśmienitym nastroju. Wstałem o szóstej rano i ówcześnie zakładając moje dresy na siebie wybiegłem z kampera. Zajęcia zaczynały się dopiero o ósmej więc miałem bardzo dużo czasu żeby pobić mój rekord. Piętnaście kilometrów. To był mój cel. Podczas biegu przez jedną z leśnych alejek natknąłem się na tablice, na której wisiał ogromy, kolorowy plakat. Właściciel niejakiego klubu "Red Pepper" zapraszał na imprezę z DJ'em. Atrakcją miały być neonowe farby, którymi zostaną pomalowani goście. Już nic nie było ważniejsze. Chciałem poprosić dyrektora, by puścił wszystkich pełnoletnich uczestników na ów zabawę. Oczywiście pod czujnym okiem opiekunów. Wtedy mógłbym zacząć mój plan. Nie mogłem dłużej zwlekać. Ruszyłem sprintem i po kilkunastu minutach byłem z powrotem w obozie. Jak burza pokonałem dystans między paleniskiem a sekretariatem i bez pukanie wpadłem przez drzwi. Pan Adams siedział na ogromnym skórzanym fotelu i z wielką starannością wypełniał jakieś papiery. Cicho odchrząknąłem, a on zaszczycił mnie swoją uwagą.
-Przyszedłem z dość nietypowa prośbą. 
Z ust dyrektor wyleciał  cichy Po mrok niezrozumienia a ja kontynuowałem. 
-Za niedługo w jednym z Londyńskich klubów odbędzie się impreza. Chciałbym prosić o pozwolenie na wyjazd z pełnoletnimi uczestnikami.
Adams zastanawiał się przez chwilę, gdy ja co chwile przełyku ślinę i szurałem moim butem po szorstkie fakturze tureckiego dywanu. PODRÓBKI tureckiego dywanu.
-Myślę- odezwał się łaskawie i hej! czy on nie siedział przed chwila przy biurku? Teraz znajdował się przy jednym z regałów trzymając w dłoni zniszczony tom "Dumy i uprzedzenia"- że najpierw musicie spisać listę chętnych i załatwić autobus. Osobiście zgadzam się na wyjazd, lecz nie puszcze was w wypadku gdy nie dostane listy z wszystkimi podpisami opiekunów i uczestników. 
Szybko podziękowałem i  wybiegłem z pomieszczenia.

***

Nigdy nie myślałem, że to wszytko będzie takie proste. W ciągu niecałych pięciu godzin sporządziłem potrzebny dokument i nazajutrz wieczorem czekaliśmy na nasz środek transportu na jednym z pobliskich przystanków. Wszyscyddość długo przygotowywali się do wyjazdu. Skąpouubrane dziewczyny utworzyły grupkę i plotkowaly co chwile zerkając na grupkę jakichś chłopaków. Stałem razem z moimi przyjaciółmi i z Niallem w zawrotnym tempie opróżnialiśmy opakowanie pianek. Ivy nie opuszczala swoich koleżanek na krok. Ubrana była w czarną, lekko prześwitującą sukienkę a na nogach przypięte paskiem utrzymywały się dość wysokie buty.  Wyglądała idealnie. Po kilku minutach przyjechał autobus a obozowicze wepchali się do niego. Jako opiekun musiałem zająć miejsce z przodu i odczytać listę osób  po wykonanej czynności poprosiłem kierowcę by już ruszył. W centrum Londynu znaleźliśmy się niedługo po tym. Znak klubu nami góral milionem oslepiajacych świateł wiec nie trudno było go znaleźć. Przywitała nas grupa dziewczyn z pojemnikami pełnymi jaskrawych farb i towarzysząca im muzyka i smród alkoholu. Każdy mógł się pomalować jak chciał. Postawiłem na kilka żółtych pasków na policzkach i po krótkiej namowie, Zayn odcisnął swoją dłoń na mojej klatce piersiowej. Obrociłem się słysząc śmiechy.  Wszyscy byli już pomalowani. Pomimo wysiłków nie znalazłem pewnej osoby, więc ruszyłem w głąb sali zmierzając ku barowi. 
Dwie godziny później, po wypiciu kilku drinków ( nikt nie musi wiedzieć) usłyszałem dość głośne wiwatowania i okrzyki zachwytu. Zaciekawiony podążałem do źródła dźwięku. W końcu zauważyłem grupkę ludzi i nie myśląc wiele przepchnąłem się na sam przód.  Na jednym ze stołów tańczyła jedna z moich podopiecznych a kilku facetów bez skrupułów klepało ją po tyłku. Zachłysnąłem się powietrzem z wrażenia.

--------------
 Przepraszam was bardzo za zwłokę. Wiem jestem do dumy i straciłam przez to czytelników. Ale coś. Nie moja wina. Nie no. Moja moja. O to kolejny rozdziałw nnastępny dodam w niedziele. Mówię to już na stówe bo mam napisane do przodu wiec tylko wstawiać. Wracajcie do mnie :'( przepraszam za bbłędy. Pisane z telefonu.

wtorek, 4 listopada 2014

Powracam, przepraszam po raz drugi

Jak widać zaniedbalam bloga i to bardzo. Wpisy nie pojawiały się chociaż obiecałam ze będą się pojawiać bardzo często.  Macie prawo być na mnie złe.  Ale cóż.  Musze spiac się i prowadzić go regularnie. Dla osób pierwszy raz będących na mój blogu- przepraszam za niespójność rozdziałów ale przekształcam bloga na czas przeszły.  Za wszystkie błędy przepraszam. Rozdział będzie na 100% jutro około 21. Kocham was i proszę bądźcie. Rozglaszajcie.  Cokolwiek :)

sobota, 13 września 2014

Powiadomienie

Kochane. Pragnę was poinformować ze bloga ani nie zawieszam ani nie zaczynam nowego. Za moją prośbą opowiadanie razem ze mną  kontynuowała będzie Julia - moja przyjaciółka która od tej chwili jest współautorem. Mam nadzieje ze rozdziały będą pojawiać się regularnie ale nic nie obiecujemy ponieważ teraz szkoła a nam zależy na dobrych ocenach. Nowy rozdział jest w połowie gotowy. CIUMKI :*

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

przepraszam.

Kochane zastanawiam się nad usunięciem bloga. Nie mam na niego pomysłu,  moim zdaniem akcja idzie za szybko i w ogóle jest jakiś taki do dupy.  Mam już nowe opowiadanie napisane na komputerze i zastanawiam się nad zamianę tego na ten nowy. Jest to tez spowodowane brakiem komentarzy. Przepraszam za miesiące czekania itd ale mam troszkę dość tych 4 komentarzy pod każdym postem. Napiszcie chociaż jeden komentarz żebym wiedziała ile was jest. I napiszcie za jeśli jesteście chętne na nowe opowiadanie lub przeciw jeśli chcecie stare. Ale uprzedzam ze będą się pojawiały rzadko  bo uczę się już na olimpiadę z biologi.

poniedziałek, 21 lipca 2014

Rozdział 9 cz. 2

~ Harry's POV ~ 

Nawet nie wiem kiedy pojawiła się obok nas. Pewnie przez oczarowanie ustami mojej byłej dziewczyny i ogólny całokształt sytuacji nie zwróciłem uwagi na otoczenie. To wszystko działo się tak szybko. Ivy odskoczyla ode mnie a Morgan z założonymi rękami przyglądała się temu przedstawieniu.  Oboje zmieszani czekaliśmy na dalsze komentarze.
-Nie masz mi nic do powiedzenia? -spytała ostro przeskakujac wzrokiem to ze mnie to na nią. 
- A co mam powiedzieć?  Przecież nie musze ci się tłumaczyć z mojego życia prywatnego.
- Mi nie- zaczęła- ale mój tata nie byłby zadowolony gdyby dowiedział się,  że jeden z jego opiekunów romansuje z podopieczną.
- I to sprawia ci taki wielki problem?- zaoponowalem wyrzucając ręce w powietrze.
Dziewczyna westchnęła i poprawiła swoją krótką spódnice. Naprawdę czasami wkurza mnie jej zachowanie. Jest taka irytująca, ale naprawdę  ładna.  Jeśli gustujesz w blondynkach z dużymi atutami i różowym ubrankiem,  to trafiłeś w dziesiątkę.  Juz jest twoja kolego! Ale  uprzedzam- musisz mieć kasę w kieszeni a najlepiej złotą kartę w skórzanym portfelu  z Zary. A do tego może jeszcze czerwony Mustang.  I nieee. .. ona nie jest płytka ani samolubna. Ona potrzebuje tylko szczególnej opieki.
- Problem sprawia mi ona.
- Co proszę? -Ivy zabrała głos. 
- To. Harry umawiał się ze mną przez dłuższy czas, dopóki nie przyjechaliśmy na ten obóz.  Wtedy spotkał ciebie.. i nie wiem jakim cudem, ale od momentu gdy Cię zobaczył w ogóle się mną nie interesuje. Zbywa mnie nie chce wychodzić na randki. To wkurza.
- Przepraszam- powiedziałem, bo nagle zaczęło mnie gryźć sumienie- po prostu ją kocham Ivy juz od dłuższego czasu. Nie chciałem cie wykorzystać. 
- Rozumiem- szepnęła,  a ja zamarlem. 
- Jak to? Przecież to było nieuczciwe.
-  Jest mi trochę smutno. Nie ukrywam. Ale twoje zachowanie jest zrozumiałe.  Podejrzewam, że wasz epizod nie zaczął się dopiero na tym obozie. Może sprawiłam przy tobie,  Harry,  wrażenie głupiej lalki,  ale to tylko moje...
- Dobra, dobra - Ivy- wiem, że musicie sobie coś wytłumaczyć.  Ale czy to musi być teraz?
Z ust Morgan wyleciał piskliwy śmiech. Okej?
- Przepraszam kochani. Zebrało mi się na czułości.  Po prostu chcę powiedzieć,  że jedyną przeszkodą może być mój brat- zapiszczala i odeszła.
Dlaczego? 
Wiedziałem, że ten skurwysyn może jeszcze coś namieszać.
- To było trochę niezręczne... - zaśmiało się moje kochanie- myślałeś, że zagłębi się w takie sentymenty? 
Nie wiem naprawdę  o czym myślą te dziewczyny. Chyba zmieniłem się w jakiegoś głupiego lovelasa. Hahaha... slyszycie ten sarkastyczny śmiech? 
-Idziemy? -spytałem wyciągając do niej rękę.  Dzisiaj był jakiś kabaret.
-Okej- wzruszyła ramionami i skierowała swoje kroki w stronę domku.
Auć. Nie chwyciła jej...
Ruszyłem się chwilę po niej i kilka minut później dotarłem do swojego kampera. Czym prędzej położyłem się spać. 

~ ~~~~~~~~~~~~~~

Przepraszam za taką długa nieobecność.  Rozdział chujowy ale przynajmniej jest . Jadę do Monachium a w Starbucksie przy dobrej kawie napisze dobry rozdział.  Spodziewales cie się tego po Morgan?   Czy nie sądzicie ze akcja idzie za szybko? :/



piątek, 20 czerwca 2014

*dziwnie zdesperowana*

Kochani wiem,  że blog a pisze dla siebie, ale jest mi trochę smutno gdy wyświetleń rozdział jest około 20-30 a komentarzytylko 4... Dlatego proszę was: jeśli szanujecie to moje godzinne lub dłuższe myślenie nad rozdziałem skomentujcie  go chociaż jednym słowem bo to dla mnie duża motywacja. Dziękuję :)

piątek, 13 czerwca 2014

Rozdział 9 cz.1

~ Ivy's POV ~

W tęczówkach Harry ego pojawiła się iskierki.  Siedziałam na podłodze obok Niall i w pamięci notowałam: " Zabić Louisa ". Choć bardzo chcialam, nie mogłam tego zrobić. Nie dałabym rady znów dotknąć jego cudownych warg. To za dużo, nawet jak dla mnie. Kiedyś może go kochałam, ale w tej sytuacji nie umiałam zdefiniować uczucia, którym go darzyłam. To zabawne. Wszyscy oczekiwali mojej rekcji, ale ja nie ruszałam się nawet o milimetr. Chyba nie dam rady. Oddech. Wszystkie pary oczu wbijaly we mnie spojrzenia, które zadawały mi serię ukłuć, gdy podnosiłam się na piętach. Jego wzrok bolał najbardziej.
- Daję fanta- ściągnęłam plecioną bransoletkę z nadgarstka i położyłam ją obok pustej butelki. Powracając na swoje miejsce ukradkiem spojrzałam na jego twarz. Wypełniało ją tylko rozczarowanie.

~ Harry's POV ~

To kurwa bolało było dziwne. Ona na pewno wiedziała, że ktoś w końcu zada jej to zadanie, więc po co w ogóle siadała z nami? Patrzyła na mnie. Nie chciałem jej dać tej satysfakcji. Ja jeszcze się postaram, żeby chciała ze mną być, bo ja sam bez niej żyć nie mogę. Tak bardzo żałuje.

********

Koło godziny dwunastej wszystkie dziewczyny opuściły nasze lokum. Kilka minut później, Niall dostał od jednej z bliźniaczek sms-a, że dotarły. Chyba oni ze sobą flirtowali.  Czym prędzej wyszedłem na świeże powietrze i włożyłem ręce do kieszeni spodni. Musiałem odpocząć. Chciałem na tym obozie wyżyć się i zapomnieć o tym, wszystkim co było w przeszłości i zacząć wszystko od nowa.
Poznać ją raz jeszcze.
Zakochać się w niej od nowa.
Czy to wszystko musi być takie trudne? Jebać to.
Kopię puszkę, która pojawia się na mojej drodze, a ona ląduje w pobliskim rowie. Miałem ochotę coś uderzyć albo zniszczyć. Przeszedłem przez polane i usiadłem na skraju jeziorka, które odkryłem jeżdżąc po tutejszym lesie w tą i z powrotem. Podejrzewam, że zbiornik był szeroki na jakieś 20 metrów i długi na 30. Jego brzegi porastaly wysokie trawy i paprocie, z jednej strony konary drzewa pochylaly się nad wodą, prawie dotykając tafli. Byłem dumny, że znalazłem to miejsce. Położyłem się na ziemi i zamknąłem oczy. Nie chciałem jak pieprzony idiota zadawać sobie pytań czy powinienem z tym skończyć? czy ona w końcu mnie pokocha? Po prostu ja już postawiłem sobie cel i go zrealizuje. I chuj mnie obchodzi Tom czy chłopaki, którzy będę mi wmawiać coś z czym będę się nie zgadzał. Postaram się, by pokochała ,mnie takiego jaki jestem i jaki byłem. A naprawdę starałem się być wobec niej troskliwy i wyrozumiały. I na pewno jeśli jeszcze kiedykolwiek będziemy razem nie dam jej już odejść. To będzie coś co połączy nas na zawsze. Nie z przymusu, ale będziemy na to gotowi. Ja i ona. Razem. Na zawsze razem.
Coś zaszeleściło w pobliskich zaroślach. Zerwałem się ze swojego legowiska i dokładnie obserwowałem owe miejsce. Nagle ktoś z niego wyszedł. To Ivy! O ja pierdole!
Zauważyła mnie i stanęła w miejscu z kamiennym wyrazem twarzy. Podniosłem się i otrzepalem spodnie.
-Cześć.
-Hej - dziewczyna prawie szepczała i musiałem na prawdę wytężyć słuch by ją usłyszeć.
-Coś się stało?
-Mógłbym spytać o to samo... 
-Ummm... nie. Nic. - zaprzeczyła ja jednak widziałem, że płakała.
Nie odpowiedziałem.
Podszedłem bliżej pragnąc znaleźć się tuż przy niej.
-Nie wierzę ci.
-Akurat ty nie powinieneś się tym interesować.
-Ale chcę... I gówno mnie obchodzi, że może mnie nie lubisz. Wiesz, że ja zawsze chcę ci pomóc.
-Chyba w tej sprawie nie umiesz- spuściła głowę.
Ujołem jej twarz w swoje dłonie i zbliżyłem czoło do jej czoła.
-Pamiętaj, że to ja zawsze ocierałem twoje  łzy i kupowałem chusteczki. Że to ja przytulałem cię, gdy byłaś chora, Więc nie mów, że nie umiem pomóc.
Zanim cokolwiek powiedziała, pocałowałem ją mocno. Kocham to jak jej małe wargi muskają moje, a nasz języki ocierają się o siebie z brutalnością. Kocham ją.
-Jeśli chcesz, żeby dała ci dupy zrób to od razu.
Kurwa.