środa, 19 listopada 2014

Rozdział 10

~ Harry's POV ~

  Cały następny dzień Ivy mnie unikała. Gdy nasze spojrzenia się spotykały odwracała wzrok lub wykrzywiała twarz w dziwnym grymasie. Było mi trochę głupio. Nie wiedziałam co tak naprawdę czuła po wczorajszym pocałunku- może obrzydzenie a może tak samo jak mi, w jej brzuchu latał stado motyli. Zastanawiałem się czy dobrym pomysłem byłoby pozostanie na stanowisku opiekuna tej grupy. Gdyby nasze kontakty uległy zmianie oboje czulibyśmy się niekomfortowo na codziennych zajęciach a i innym udzielałby się nasz nastrój. Czasami trzeba dać odejść osobie, którą kochasz a jeśli ona czuje to samo do ciebie to na pewno wróci. Chciałbym by z nami było tak samo, by tak jak wcześniej jej miękkie usta lądowały na moich każdego ranka i wieczoru, gdy razem kladlismy się spać. Często wyobrażałem sobie, gdy wszyscy już pogrążeni we śnie chrapali po cichu, a ja jedyny przewracałem się z boku na bok, że to właśnie ona leży obok mnie, w tej swojej niebieskiej koszulce z małą, białą owieczką na środku klatki piersiowej i tuli mnie do siebie tym samym splatając nasze nogi razem. Po takich samotnych nocach obiecałem sobie, że to wszystko wróci a ja będę dziękował Bogu za takiego kogoś jak ona. Pierwszym moim zadaniem było usunięcie z jej otoczenia Toma, który najbardziej mógłby mi przeszkodzić w jej odzyskaniu. Ten koleś od samego początku mi nie pasował. Próbował uwieść każdą dziewczynę, która była na tym obozie a przy Ivy stawał się pieprzonym romantykiem kupującym pieprzone kwiaty, piekącym pieprzone ciasteczka według przepisu jego babci. Po naszej rozmowie z Morgan byłem już pewny, że to on jest diabłem w tej rodzinie. Ewenementem, którego trzeba zniszczyć by dalej nie rozwijał się jak pasożyt. Mógłbym pokazać Ivy jakim okropnym człowiekiem tak naprawdę jest. Aż wzdrygnąłem się na samo wyobrażenie jego brudnych łap na jej kruchym ciele... Eh, trzeba coś z tym zrobić.
Jeden dzień po incydencie nad jeziorem byłem w wyśmienitym nastroju. Wstałem o szóstej rano i ówcześnie zakładając moje dresy na siebie wybiegłem z kampera. Zajęcia zaczynały się dopiero o ósmej więc miałem bardzo dużo czasu żeby pobić mój rekord. Piętnaście kilometrów. To był mój cel. Podczas biegu przez jedną z leśnych alejek natknąłem się na tablice, na której wisiał ogromy, kolorowy plakat. Właściciel niejakiego klubu "Red Pepper" zapraszał na imprezę z DJ'em. Atrakcją miały być neonowe farby, którymi zostaną pomalowani goście. Już nic nie było ważniejsze. Chciałem poprosić dyrektora, by puścił wszystkich pełnoletnich uczestników na ów zabawę. Oczywiście pod czujnym okiem opiekunów. Wtedy mógłbym zacząć mój plan. Nie mogłem dłużej zwlekać. Ruszyłem sprintem i po kilkunastu minutach byłem z powrotem w obozie. Jak burza pokonałem dystans między paleniskiem a sekretariatem i bez pukanie wpadłem przez drzwi. Pan Adams siedział na ogromnym skórzanym fotelu i z wielką starannością wypełniał jakieś papiery. Cicho odchrząknąłem, a on zaszczycił mnie swoją uwagą.
-Przyszedłem z dość nietypowa prośbą. 
Z ust dyrektor wyleciał  cichy Po mrok niezrozumienia a ja kontynuowałem. 
-Za niedługo w jednym z Londyńskich klubów odbędzie się impreza. Chciałbym prosić o pozwolenie na wyjazd z pełnoletnimi uczestnikami.
Adams zastanawiał się przez chwilę, gdy ja co chwile przełyku ślinę i szurałem moim butem po szorstkie fakturze tureckiego dywanu. PODRÓBKI tureckiego dywanu.
-Myślę- odezwał się łaskawie i hej! czy on nie siedział przed chwila przy biurku? Teraz znajdował się przy jednym z regałów trzymając w dłoni zniszczony tom "Dumy i uprzedzenia"- że najpierw musicie spisać listę chętnych i załatwić autobus. Osobiście zgadzam się na wyjazd, lecz nie puszcze was w wypadku gdy nie dostane listy z wszystkimi podpisami opiekunów i uczestników. 
Szybko podziękowałem i  wybiegłem z pomieszczenia.

***

Nigdy nie myślałem, że to wszytko będzie takie proste. W ciągu niecałych pięciu godzin sporządziłem potrzebny dokument i nazajutrz wieczorem czekaliśmy na nasz środek transportu na jednym z pobliskich przystanków. Wszyscyddość długo przygotowywali się do wyjazdu. Skąpouubrane dziewczyny utworzyły grupkę i plotkowaly co chwile zerkając na grupkę jakichś chłopaków. Stałem razem z moimi przyjaciółmi i z Niallem w zawrotnym tempie opróżnialiśmy opakowanie pianek. Ivy nie opuszczala swoich koleżanek na krok. Ubrana była w czarną, lekko prześwitującą sukienkę a na nogach przypięte paskiem utrzymywały się dość wysokie buty.  Wyglądała idealnie. Po kilku minutach przyjechał autobus a obozowicze wepchali się do niego. Jako opiekun musiałem zająć miejsce z przodu i odczytać listę osób  po wykonanej czynności poprosiłem kierowcę by już ruszył. W centrum Londynu znaleźliśmy się niedługo po tym. Znak klubu nami góral milionem oslepiajacych świateł wiec nie trudno było go znaleźć. Przywitała nas grupa dziewczyn z pojemnikami pełnymi jaskrawych farb i towarzysząca im muzyka i smród alkoholu. Każdy mógł się pomalować jak chciał. Postawiłem na kilka żółtych pasków na policzkach i po krótkiej namowie, Zayn odcisnął swoją dłoń na mojej klatce piersiowej. Obrociłem się słysząc śmiechy.  Wszyscy byli już pomalowani. Pomimo wysiłków nie znalazłem pewnej osoby, więc ruszyłem w głąb sali zmierzając ku barowi. 
Dwie godziny później, po wypiciu kilku drinków ( nikt nie musi wiedzieć) usłyszałem dość głośne wiwatowania i okrzyki zachwytu. Zaciekawiony podążałem do źródła dźwięku. W końcu zauważyłem grupkę ludzi i nie myśląc wiele przepchnąłem się na sam przód.  Na jednym ze stołów tańczyła jedna z moich podopiecznych a kilku facetów bez skrupułów klepało ją po tyłku. Zachłysnąłem się powietrzem z wrażenia.

--------------
 Przepraszam was bardzo za zwłokę. Wiem jestem do dumy i straciłam przez to czytelników. Ale coś. Nie moja wina. Nie no. Moja moja. O to kolejny rozdziałw nnastępny dodam w niedziele. Mówię to już na stówe bo mam napisane do przodu wiec tylko wstawiać. Wracajcie do mnie :'( przepraszam za bbłędy. Pisane z telefonu.

wtorek, 4 listopada 2014

Powracam, przepraszam po raz drugi

Jak widać zaniedbalam bloga i to bardzo. Wpisy nie pojawiały się chociaż obiecałam ze będą się pojawiać bardzo często.  Macie prawo być na mnie złe.  Ale cóż.  Musze spiac się i prowadzić go regularnie. Dla osób pierwszy raz będących na mój blogu- przepraszam za niespójność rozdziałów ale przekształcam bloga na czas przeszły.  Za wszystkie błędy przepraszam. Rozdział będzie na 100% jutro około 21. Kocham was i proszę bądźcie. Rozglaszajcie.  Cokolwiek :)

sobota, 13 września 2014

Powiadomienie

Kochane. Pragnę was poinformować ze bloga ani nie zawieszam ani nie zaczynam nowego. Za moją prośbą opowiadanie razem ze mną  kontynuowała będzie Julia - moja przyjaciółka która od tej chwili jest współautorem. Mam nadzieje ze rozdziały będą pojawiać się regularnie ale nic nie obiecujemy ponieważ teraz szkoła a nam zależy na dobrych ocenach. Nowy rozdział jest w połowie gotowy. CIUMKI :*

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

przepraszam.

Kochane zastanawiam się nad usunięciem bloga. Nie mam na niego pomysłu,  moim zdaniem akcja idzie za szybko i w ogóle jest jakiś taki do dupy.  Mam już nowe opowiadanie napisane na komputerze i zastanawiam się nad zamianę tego na ten nowy. Jest to tez spowodowane brakiem komentarzy. Przepraszam za miesiące czekania itd ale mam troszkę dość tych 4 komentarzy pod każdym postem. Napiszcie chociaż jeden komentarz żebym wiedziała ile was jest. I napiszcie za jeśli jesteście chętne na nowe opowiadanie lub przeciw jeśli chcecie stare. Ale uprzedzam ze będą się pojawiały rzadko  bo uczę się już na olimpiadę z biologi.

poniedziałek, 21 lipca 2014

Rozdział 9 cz. 2

~ Harry's POV ~ 

Nawet nie wiem kiedy pojawiła się obok nas. Pewnie przez oczarowanie ustami mojej byłej dziewczyny i ogólny całokształt sytuacji nie zwróciłem uwagi na otoczenie. To wszystko działo się tak szybko. Ivy odskoczyla ode mnie a Morgan z założonymi rękami przyglądała się temu przedstawieniu.  Oboje zmieszani czekaliśmy na dalsze komentarze.
-Nie masz mi nic do powiedzenia? -spytała ostro przeskakujac wzrokiem to ze mnie to na nią. 
- A co mam powiedzieć?  Przecież nie musze ci się tłumaczyć z mojego życia prywatnego.
- Mi nie- zaczęła- ale mój tata nie byłby zadowolony gdyby dowiedział się,  że jeden z jego opiekunów romansuje z podopieczną.
- I to sprawia ci taki wielki problem?- zaoponowalem wyrzucając ręce w powietrze.
Dziewczyna westchnęła i poprawiła swoją krótką spódnice. Naprawdę czasami wkurza mnie jej zachowanie. Jest taka irytująca, ale naprawdę  ładna.  Jeśli gustujesz w blondynkach z dużymi atutami i różowym ubrankiem,  to trafiłeś w dziesiątkę.  Juz jest twoja kolego! Ale  uprzedzam- musisz mieć kasę w kieszeni a najlepiej złotą kartę w skórzanym portfelu  z Zary. A do tego może jeszcze czerwony Mustang.  I nieee. .. ona nie jest płytka ani samolubna. Ona potrzebuje tylko szczególnej opieki.
- Problem sprawia mi ona.
- Co proszę? -Ivy zabrała głos. 
- To. Harry umawiał się ze mną przez dłuższy czas, dopóki nie przyjechaliśmy na ten obóz.  Wtedy spotkał ciebie.. i nie wiem jakim cudem, ale od momentu gdy Cię zobaczył w ogóle się mną nie interesuje. Zbywa mnie nie chce wychodzić na randki. To wkurza.
- Przepraszam- powiedziałem, bo nagle zaczęło mnie gryźć sumienie- po prostu ją kocham Ivy juz od dłuższego czasu. Nie chciałem cie wykorzystać. 
- Rozumiem- szepnęła,  a ja zamarlem. 
- Jak to? Przecież to było nieuczciwe.
-  Jest mi trochę smutno. Nie ukrywam. Ale twoje zachowanie jest zrozumiałe.  Podejrzewam, że wasz epizod nie zaczął się dopiero na tym obozie. Może sprawiłam przy tobie,  Harry,  wrażenie głupiej lalki,  ale to tylko moje...
- Dobra, dobra - Ivy- wiem, że musicie sobie coś wytłumaczyć.  Ale czy to musi być teraz?
Z ust Morgan wyleciał piskliwy śmiech. Okej?
- Przepraszam kochani. Zebrało mi się na czułości.  Po prostu chcę powiedzieć,  że jedyną przeszkodą może być mój brat- zapiszczala i odeszła.
Dlaczego? 
Wiedziałem, że ten skurwysyn może jeszcze coś namieszać.
- To było trochę niezręczne... - zaśmiało się moje kochanie- myślałeś, że zagłębi się w takie sentymenty? 
Nie wiem naprawdę  o czym myślą te dziewczyny. Chyba zmieniłem się w jakiegoś głupiego lovelasa. Hahaha... slyszycie ten sarkastyczny śmiech? 
-Idziemy? -spytałem wyciągając do niej rękę.  Dzisiaj był jakiś kabaret.
-Okej- wzruszyła ramionami i skierowała swoje kroki w stronę domku.
Auć. Nie chwyciła jej...
Ruszyłem się chwilę po niej i kilka minut później dotarłem do swojego kampera. Czym prędzej położyłem się spać. 

~ ~~~~~~~~~~~~~~

Przepraszam za taką długa nieobecność.  Rozdział chujowy ale przynajmniej jest . Jadę do Monachium a w Starbucksie przy dobrej kawie napisze dobry rozdział.  Spodziewales cie się tego po Morgan?   Czy nie sądzicie ze akcja idzie za szybko? :/



piątek, 20 czerwca 2014

*dziwnie zdesperowana*

Kochani wiem,  że blog a pisze dla siebie, ale jest mi trochę smutno gdy wyświetleń rozdział jest około 20-30 a komentarzytylko 4... Dlatego proszę was: jeśli szanujecie to moje godzinne lub dłuższe myślenie nad rozdziałem skomentujcie  go chociaż jednym słowem bo to dla mnie duża motywacja. Dziękuję :)

piątek, 13 czerwca 2014

Rozdział 9 cz.1

~ Ivy's POV ~

W tęczówkach Harry ego pojawiła się iskierki.  Siedziałam na podłodze obok Niall i w pamięci notowałam: " Zabić Louisa ". Choć bardzo chcialam, nie mogłam tego zrobić. Nie dałabym rady znów dotknąć jego cudownych warg. To za dużo, nawet jak dla mnie. Kiedyś może go kochałam, ale w tej sytuacji nie umiałam zdefiniować uczucia, którym go darzyłam. To zabawne. Wszyscy oczekiwali mojej rekcji, ale ja nie ruszałam się nawet o milimetr. Chyba nie dam rady. Oddech. Wszystkie pary oczu wbijaly we mnie spojrzenia, które zadawały mi serię ukłuć, gdy podnosiłam się na piętach. Jego wzrok bolał najbardziej.
- Daję fanta- ściągnęłam plecioną bransoletkę z nadgarstka i położyłam ją obok pustej butelki. Powracając na swoje miejsce ukradkiem spojrzałam na jego twarz. Wypełniało ją tylko rozczarowanie.

~ Harry's POV ~

To kurwa bolało było dziwne. Ona na pewno wiedziała, że ktoś w końcu zada jej to zadanie, więc po co w ogóle siadała z nami? Patrzyła na mnie. Nie chciałem jej dać tej satysfakcji. Ja jeszcze się postaram, żeby chciała ze mną być, bo ja sam bez niej żyć nie mogę. Tak bardzo żałuje.

********

Koło godziny dwunastej wszystkie dziewczyny opuściły nasze lokum. Kilka minut później, Niall dostał od jednej z bliźniaczek sms-a, że dotarły. Chyba oni ze sobą flirtowali.  Czym prędzej wyszedłem na świeże powietrze i włożyłem ręce do kieszeni spodni. Musiałem odpocząć. Chciałem na tym obozie wyżyć się i zapomnieć o tym, wszystkim co było w przeszłości i zacząć wszystko od nowa.
Poznać ją raz jeszcze.
Zakochać się w niej od nowa.
Czy to wszystko musi być takie trudne? Jebać to.
Kopię puszkę, która pojawia się na mojej drodze, a ona ląduje w pobliskim rowie. Miałem ochotę coś uderzyć albo zniszczyć. Przeszedłem przez polane i usiadłem na skraju jeziorka, które odkryłem jeżdżąc po tutejszym lesie w tą i z powrotem. Podejrzewam, że zbiornik był szeroki na jakieś 20 metrów i długi na 30. Jego brzegi porastaly wysokie trawy i paprocie, z jednej strony konary drzewa pochylaly się nad wodą, prawie dotykając tafli. Byłem dumny, że znalazłem to miejsce. Położyłem się na ziemi i zamknąłem oczy. Nie chciałem jak pieprzony idiota zadawać sobie pytań czy powinienem z tym skończyć? czy ona w końcu mnie pokocha? Po prostu ja już postawiłem sobie cel i go zrealizuje. I chuj mnie obchodzi Tom czy chłopaki, którzy będę mi wmawiać coś z czym będę się nie zgadzał. Postaram się, by pokochała ,mnie takiego jaki jestem i jaki byłem. A naprawdę starałem się być wobec niej troskliwy i wyrozumiały. I na pewno jeśli jeszcze kiedykolwiek będziemy razem nie dam jej już odejść. To będzie coś co połączy nas na zawsze. Nie z przymusu, ale będziemy na to gotowi. Ja i ona. Razem. Na zawsze razem.
Coś zaszeleściło w pobliskich zaroślach. Zerwałem się ze swojego legowiska i dokładnie obserwowałem owe miejsce. Nagle ktoś z niego wyszedł. To Ivy! O ja pierdole!
Zauważyła mnie i stanęła w miejscu z kamiennym wyrazem twarzy. Podniosłem się i otrzepalem spodnie.
-Cześć.
-Hej - dziewczyna prawie szepczała i musiałem na prawdę wytężyć słuch by ją usłyszeć.
-Coś się stało?
-Mógłbym spytać o to samo... 
-Ummm... nie. Nic. - zaprzeczyła ja jednak widziałem, że płakała.
Nie odpowiedziałem.
Podszedłem bliżej pragnąc znaleźć się tuż przy niej.
-Nie wierzę ci.
-Akurat ty nie powinieneś się tym interesować.
-Ale chcę... I gówno mnie obchodzi, że może mnie nie lubisz. Wiesz, że ja zawsze chcę ci pomóc.
-Chyba w tej sprawie nie umiesz- spuściła głowę.
Ujołem jej twarz w swoje dłonie i zbliżyłem czoło do jej czoła.
-Pamiętaj, że to ja zawsze ocierałem twoje  łzy i kupowałem chusteczki. Że to ja przytulałem cię, gdy byłaś chora, Więc nie mów, że nie umiem pomóc.
Zanim cokolwiek powiedziała, pocałowałem ją mocno. Kocham to jak jej małe wargi muskają moje, a nasz języki ocierają się o siebie z brutalnością. Kocham ją.
-Jeśli chcesz, żeby dała ci dupy zrób to od razu.
Kurwa.


poniedziałek, 2 czerwca 2014

informacja

Kochane przez kilka dni nie dam rady dodać posta choć obiecywałam. Jest to spowodowane szkołą i pewnymi osobistymi sprawami.
Kocham i przepraszam! Gwarantuje że gdy wróce dostaniecie 4 rozdziały z koleji. :)

środa, 28 maja 2014

Rozdział 8

~ Ivy's POV ~

Stałam w tych drzwiach a mój umysł podświadomie próbował zamknąć moje oczy. On znów chciał spróbować. Tak po prostu. Bez jakiejkolwiek rozmowy o tym co było i o tym co prawdopodobnie będzie, gdy ja zdecyduję się na obdarowanie jego osoby kolejną szansą. Nie mogłam oddychać gdy podniosłam na niego wzrok a zielone tęczówki przeszywały moją głowę, serce i wszystkie części ciała na wskroś. Wpatrywał się we mnie przez kolejne... nie wiem ile minęło.
Sekundy.
Minuty.
Godziny.
Zamarłam gdy delikatnie przejechał palcami po moim policzku. I zdawałam sobie sprawę, że płakałam. Kolejne krople spływały po mojej skórze a na języku panowała istna Sahara.
-Czemu płaczesz?- spytał cicho.
Przymknęłam powieki.
-Ja nie potrafię.
-Czego nie potrafisz?- nie dowierzał.
-Nie potrafię wyobrazić sobie jakby to mogło być. Harry...- z ust wydobywał się urywany oddech. Moje płuca wołały o pomoc- Nie chcę kolejny raz przechodzić tego samego. Nie chcę byśmy udawali zakochane gołąbki tylko po to, byś później zrobił to samo co kiedyś. Nie zniosła bym tego.
-Ile razy mam cię jeszcze przepraszać?- wziął moje ręce w swoje ciepłe dłonie- to było tylko jednorazowo. W ten dzień wydarzyła się cała lawina nieszczęść! Twój wypadek i nasze zerwanie. Nie zniosę dłuższej rozłąki. Nie chce dalej żyć bez ciebie. Boże. Może to zabrzmi cholernie banalnie, ale kocham cię od naszego pierwszego spotkania. Od twojego pierwszego uśmiechu, od...
-Idź już- usłyszałam swój głos.
-Nigdzie się stąd nie ruszam!- podniósł głos protestując. Wyrwałam obie kończyny i próbowałam zamknąć drzwi- Ivy nie możesz mi tego zrobić. Słyszysz?!- trzasnęłam nimi.
Przez następne kilka minut słyszałam jego wołania, ale z czasem ustawały. 
Z czerwonym nosem położyłam się na łóżku i przykryłam kołdrą. Nie brałam prysznica. Nie miałam siły.

~ Harry's POV ~

Czy ja zawszę muszę mieć takiego pecha?! Wykrzyczałem jej to! Po prostu to zrobiłem! A ona nawet nie raczyła się ze mną porozmawiać! Zamknęła te pieprzone drzwi ze łzami w oczach. Czy ona nie rozumie, że ja się zmieniłem? Czy nie widzi tego, jak próbuję być lepszy każdego dnia specjalnie dla niej?
Kopnąłem kamień leżący na mojej drodze. Od kampera dzieliło mnie kilkadziesiąt metrów. Drzewa falowały przy czubkach, pobudzane do swego tańca przez wiatr. W ciemności nocy widziałem światełka rozświetlające okna poszczególnych domków. Byłem już niedaleko. Chwyciłem za klamkę i otworzyłem drzwi. Z impetem uderzyły o ścianę a chłopaki podskoczyli na jednej z kanap. Czy oni zawsze muszą być ze mną, gdy mam zły humor?!
-Co jest stary?- spytał Niall trzymając w ręce paczkę chipsów.
-Nie masz własnych spraw?!- warknąłem siadając na podłodze.
-Harry uspokój się. Powiedz nam- poparł go Lou.
-Ivy nie chce spróbować- mruknąłem zakładając ręce na piersi i wlepiając wzrok w telewizor.
-Harry przykro mi- mój przyjaciel usiadł obok mnie- musisz jej dać czas. Niech najpierw przyswoi sobie tą wiadomość. Nie codziennie jej były chłopak prosi o kolejna szanse.
-Ale nie musiała odstawiać tego całego teatrzyku.
-Co masz namyśli?- zaciekawił się Zayn.
-Nooo... najpierw się rozpłakała gdy powiedziałem, że ją... kocham. A później tak po prostu zatrzasnęła mi drzwi przed nosem. Powiedziała, że ona nie potrafi...
-Ciężka sprawa. Ale patrz na to z innej perspektywy. Starając się przez cały obóz i walcząc o nią pokarzesz swoje prawdziwe uczucia i oblicze- wyraził swoją opinię Liam.
-Tylko, że to nie jest takie proste- marudziłem.
-Spróbuj a zobaczysz- skończył Niall.
Może nie podołam temu zadaniu i tak po prostu ją zawiodę?

~ Następny dzień~
~ Wieczór ~

-To co? Wpadniecie do nas?- usłyszałem Liama.
-Z wielką chęcią- klasnęła w ręce Macy.
-Nie chcemy się wpraszać- Clara.
-Ależ to żaden problem. Jakoś się pomieścimy- kontynuował mój przyjaciel.
-Hmmm...- zastanawiała się Ivy- ale tylko na chwilkę.
Kilka minut później niektórzy z nas siedzieli na podłodze a inni na kanapach. Niall postarał się o jedzenie i picie, a ja o porządek. Chyba nikt nie znajdzie moich bokserek pod dywanem.
-To może butelka?!- krzyknął Lou a wszyscy przystali na jego propozycję. 
Gdy siedzieliśmy już na równi, pusta butelka po wodzie mineralnej zaczęła wirowac na dywanie. Lou biegał z butelką ketchupu po polu, Zayn śpiewał " Ave Maria " a Clara w samej bieliźnie wykonywała taniec brzucha. W końcu jeden z czubków butelki wycelował w Ivy. Lou wymyślał jej zadanie.
-Mam!- wrzasnął patrząc na mnie.
Co on kombinuje?
-Pocałuj Harry'ego!
Dziewczyna zaskoczona popatrzyła na mnie.

*******************

5 KOMENTARZY=NEXT

wtorek, 27 maja 2014

Rozdział 7

~ Ivy's POV ~

Wszędzie biało. Po pomieszczeniu rozchodził się zapach wody utlenionej i bandaży, a w porcelanowej umywalce walały się waciki nasączone krwią i osoczem. Na półkach poustawiane buteleczki dzięki przechodzącym przez nie promieniom słonecznym prezentowały swoją zawartość. Brak bakterii, wszystko błyszczało czystością. Jednym słowem.
Pielęgniarka.
Dla niektórych zmora, ale także i ratunek przed sprawdzianami i pytaniem. Dzisiaj mnóstwo łez i potu. A wszystko przez tego chłopaka. Jestem zamknięta w tych czterech ścianach na następne kilka godzin. Cudownie. 
Przytulałam do siebie jedną z bliźniaczek a ona moczyła moją bluzkę. Przybita z czerwonymi oczami spoglądała na swoją nogę z obrzydzeniem. Pokrywało ją mnóstwo szwów, które otoczone były czerwono-sinymi plamami. Jak to się mówi nieszczęścia chodzą parami. Jedna rzecz mnie bardzo cieszyła. Pierwszą osobą podbiegającą do mojej koleżanki był Harry. To on zatroszczył się o bezbolesne przeniesienie do pielęgniarki i pojechał po środki znieczulające. Mimo wydarzeń, które miały miejsce w przeszłości mogę powiedzieć, że jestem z niego bardzo dumna. Nie olał tego tylko z zimną krwią... ale o krwi może już nie wspominajmy.
-Jak się czujesz?- Harry wparował do pomieszczenia obładowany siatkami różnego koloru i faktury.
-Bywało lepiej...- dziewczyna uśmiechnęła się słabo.
-Najważniejsze, że jej pomogłeś- powiedziałam.
Gówno mnie obchodziło co sobie myśli. Wstałam i mocno wtuliłam się w jego ciało.
-Dziękuję- szepnęłam wprost do jego ucha, jednocześnie dmuchając ciepłym powietrzem na jego szyję.
Zesztywniał.
Przytulił mnie mocniej.

~ Harry's POV ~

Moja skóra płonęła. Ogniste języki lizały ją zawzięcie przy każdym dotyku Ivy. Gdy gorące powietrze ocierało poparzoną skóre... Czułem się jakby łamał się łamał się i jeszcze raz łamał mój kark. Kręg po kręgu. Wszechogarniający mnie skwar klepał mnie po ramieniu jeden, dwa, trzy razy.
Już czas.
Działaj.
Nie daj satysfakcji temu dupkowi.
Walcz.
Nie mogłem mówić. Język utknął mi w gardle a oczy tępo wpatrywały się w sufit. Nie chciałem jej wypuszczać, ale jej cudowny korpus coraz bardziej oddalał się od mojego. NIE.
-Dzień dobry- zwróciła się do mnie pielęgniarka. 
Miała włosy upięte w tradycyjnego koka a okrywał ją biały kitel w parze z drewniano-skórzanymi chodakami. 
Przełknąłem ślinę.
-Harry Styles- wyciągnąłem rękę- przyszedłem w sprawie poszkodowanej. Przez jaki czas muszą goić się rany?
-Myślę, że po dwóch tygodniach będziemy mogli zdjąć kilka szwów. Mam nadzieję, że obrażenia bardzo ładnie się zasklepią.
Usiadła przy swoim biurku i zaczęła przeglądać jakieś papiery.
-Proszę poinformować pana dyrektora o wypadku. W takich sprawach nie obowiązuje mnie tajemnica lekarska.
Pokiwałem głową i uwcześnie się żegnając wyszedłem z bliźniaczką na rękach. Za nami podąrzała Ivy. Dotarliśmy do jej domku  i dziewczyna otworzyła drzwi kluczykiem,który wyciągnęła z tylnej kieszeni spodenek. Och.
Po położeniu jej koleżanki na łóżko i natychmiastowym zaśnieciu obiekt mych westchnień chciał zatrzasnąć mi drzwi przed nosem. Przytrzymałem je ręką.
Wdech.
Wydech.
Wdech.
Wydech.
-Ivy...- zaciąłem się- ja... ja chcę zacząć wszystko od nowa. Chcę byśmy byli ZNÓW razem.

*********************
PIF! PAF! Kochani! Baaardzo przepraszam, że rozdziały się nie pojawiały, ale rozwaliłam telefon i mam dostęp do internetu tylko z laptopa. Do tego dochodzi szkoła i pewne sprawy osobiste z pewnym chłopakiem :///

5 KOMENTARZY=NEXT

czwartek, 15 maja 2014

Rozdział 6

 ~ Ivy's POV ~

Usiadłam przy jednym ze stolików obok siostry mojego nowego kolegi. Tom zajął miejsce obok  mnie i asekuracyjnie oparł rękę na ławce zaraz za moimi plecami. Z poczuciem winy oglądnęłam się za siebie i widząc koleżanki nadal stojące przy wejściu zlapalam ich spojrzenia i zachęcająco machnęłam ręką. Ruszyły w naszym kierunku. Najwidoczniej chłopak nie był zachwycony ich obecnością, gdyż głośno odkaszlnął lustrując dziewczyny zasiadające naprzeciwko nas.
-Cześć- powiedziały jednocześnie bliźniaczki.
-Hej- odpowiedziało rodzeństwo.
Tom nie zwracał większej uwagi na inne osoby.
-Idę po śniadanie. Chcesz coś?- spytał.
-Jeśli mógłbyś przynieś mi musli- lekko uniosłam kąciki moich ust.
-Będę za chwilkę- zanim mogłam mrugnąć okiem jego wargi wylądowały na moim rozgrzanym policzku. Bez słowa wstał od stołu, a ja przyłożyłam palce do miejsca gdzie przed chwilą znajdowała się mała cześć jego. Och.

~ Harry's POV ~

Byłem strasznie podekscytowany dzisiejszymi zajęciami. Miałem nadzieję, że Ivy w końcu doceni moje starania i uda mi się z nią porozmawiać. Może gdybym...
-Stary...- Lou szturchnął mnie w ramię, od czego o mało nie upuściłem widelca. Ruchem głowy wskazał stolik gdzie siedziała ONA. Udając, że poprawiam włosy, nieznacznie przechyliłem się na ławce i aby dodać lepszego efektu ułożyłem je w charakterystyczny dla mnie sposób. To co  zauwarzyłem wyprowadziło mnie  z równowagi. Czy ten facet właśnie ją pocałował?! Kurde jeszcze tego by brakowało żeby Ivy poczuła coś do tego wybryku natury. Gdybym się postarał mogłoby być tak pięknie! Teraz byłem jeszcze bardziej zdeterminowany. Wstałem i widząc jak Tom balansuje z kilkoma talerzami w ręku przechwyciłem jeden z nich. Musli z truskawkami. Pamiętałem, że wtedy je jadła. Przyspieszyłem kroku by znaleźć się szybciej przy stoliku.
-Musli raz- uśmiechnąłem się gdy zauważyłem jak podskakuje na swoim miejscu.
Swoimi drobnymi palcami ujęła brzegi gorącej miski.
-Ummm... ja.. dziękuje.
Jak ona pięknie się rumieni!
-Widzimy się za godzinę- pusciłem oczko i wyszedłem.

***********

-Jestem Harry Styles i przez najbliższy czas będę pomagał wam w ćwiczeniach trików- zaczynam- mam nadzieję, że stworzymy zgraną paczkę. Na początku może się przedstawimy.
Każdy po kolei mówił swoje imię. Marta, Evan, inni ludzi i... Ivy. Kurde czy ona zawsze jak mówi to ma takie cudne dołeczki? No cóż... Zauważyłem, że nie odzywałem się dłuższą chwilkę i wszyscy na mnie patrzyli.
-Zaczynamy- krzyknąłem.
Przez cały trening przyglądlem się Evan'owi. Radził sobie bardzo dobrze, ale dużą uwagę przykładał do szczegółów, więc często się wywalał. Pod koniec wyznaczonego czasu stracił kontrole nad kierownicą i wpadł na kogoś. Oboje wylecieli z rampy. Rzuciłem się na pomoc.... Jezu czy to nie jest... ? Lepiej nie mogło być!

środa, 23 kwietnia 2014

Padam na kolana.

Kochane! Strasznie przepraszam, ale w tym tygodniu nie pojawią się żadne rozdziały, no może oprócz soboty. Mama jedzie na szkolenie a tata jest w delegacji więc razem z bratem idziemy spać do babci gdzie nie ma internetu ani Wi-fi .... :( Do tego przyjeżdżają moi kuzyni z Niemiec. Baaaaardzo was przepraszam i obiecuję, że pojawi się więcej rozdziałów w przyszłych tygodniach, nawet do 3 :)
Gabrysia ;**

sobota, 19 kwietnia 2014

Rozdział 5

~ Harry's POV ~


Gdy ubralem białą bluzkę po pomieszczeniu rozszedł się dźwięk budzika Louisa. Ten uderzył ręką w urządzenie i powoli wstał z posłania. Z zamkniętymi oczami ruszył do łazienki i zamknął się w niej.

-O kurde...- przebudzony wybiegl jak z torpedy- coś ty tam Styles robił?!
-Kąpałem się- wzruszylem ramionami- czy para wodna na lustrze ci przeszkadza?
-Para nie- śmiesznie zaczął wymachiwać rękami- ale ile ty dezodorantu użyłeś człowieku?! Tam się nie da normalnie oddychać.
-Przesadzasz Tommo- zaśmiałem się- użyłem tylko troszeczkę.
-Troszeczkę?! Całe wojsko by skorzystało a i jeszcze może generał!- zrobił minę jakby go olśniło- a dla kogo ty się tak perfumujesz cooo?
-Dla nikogo- odparlem szybko, chyba za szybko.
- Ja już dobrze wiem dla kogo. Proszę państwa, na posadę dziweczyny  Harry'ego Styles'a została wybrana... uwaga... Ivy Wilson!!! Proszę o gorące brawa!!!
-Nie drzyj się tak!- warknąłem na niego.
-Harry ma nową dziewczynę?!- na łóżko władowała się reszta naszej paczki.
-Nie, nie i jeszcze raz nie! Czy padło wam tak samo na mózg jak jemu?- wskazałem palcem na przyjaciela.
-Oj już się tak nie bulwersuj bo ci rurki pękną- zarechotał Zayn a ja miałem ochotę pokroić go na kawałki.
-Chodźcie już- odchrząknąłem- zaraz zaczyna się śniadanie.


*************



Budynek, w którym znajdowała się stołówka wykonany był z ogromnych bali o ciemnym kolorze. Na samym środku pomieszczenia stały stoły i ogromne ławki z tego samego surowca. Po bokach, w stalowych pojemnikach umieszczone były sałatki, jajka i bekon, natomiast zupę mleczną i inne ciepłe dania podawały panie kucharki. Po ich lewej stronie leżały tace i sztućce.

Całą paczką weszliśmy na salę i zajęliśmy miejsca przy stoliku z innymi starszymi opiekunami, którzy pomagali nam w organizacji zajęć. Najstarszy z nich- 37-letni Steve uśmiechal się do mnie szeroko, gdy postawiłem tuż przed jego nosem talerz z parującą szarlotką.
-Dziękuję chłopcze- niemal krzyknął i klepnął moje plecy.
-Nie ma za co- odpowiedziałem.
Gdy byłem przy czwartym kęsie mojej jajecznicy, przez drzwi weszła Ivy. Była ubrana w króciutkie spodenki i białą bluzkę z liczbą "25" a jej włosy tak jak zawsze rozsypane były na ramionach i plecach. Musiałem zrobić pierwszy krok. Podniosłem się  z miejsca z zamiarem zaproszenia jej do naszego stolika. Byłem dosłownie osiem kroków od dziewczyny, gdy jak z ziemi wyrósł Tom. Słyszałem jak mówi:
-Przysiądziesz się?
Kiwnęła głową i razem ruszyli ku stolikowi na końcu sali przy którym siedziała siostra chłopaka.
No kurwa!!!


-----------



Siemka.! Oto ja i nowy rozdział. Mam teraz wolne przez tydzień, więc podejrzewam, że w ciągu tych dni pojawi się jakieś 3-4 rozdziały. Dziękuję wam,że jesteście!



PRZECZYTAŁAŚ ZOSTAW KOMENTARZ! :)

czwartek, 17 kwietnia 2014

Rozdział 4

~ Ivy's POV ~


Gdy zabrałam rękę z ciepłej dłoni chłopaka, Harry był już w połowie drogi do kampera.

-Czemu idziesz?!- krzyknęłam.
-Dostałem sms-a od Gemmy! Muszę zadzwonić do mojej siostrzyczki- zaśmiał się gardłowo- pogadamy jutro!
Zniesmaczona tym faktem, gdyż miał mi powiedzieć coś ważnego pomachalam krótko na pożegnanie. Byłam w pełni przekonana, że jak najszybciej chciał się mnie pozbyć. 
-Która godzina?- spytał Zayn'a zakładając pasemko włosów za ucho.
-Za dwie dwunasta- odparlam, przelotnie zerkając na swoją komórkę.
-Chyba muszę już iść- sklamalam. Gdyby był tutaj Harry zostałabym tak długo, aż nie powiedziałby mi o co chodzi.
-To do zobaczenia na śniadaniu- szepnął Niall wprost do mojego ucha gdy zamykl mnie w szczelnym uścisku.
-Tak Nialler. Śpij dobrze. Niech ci się przyśni... nieważne- dość mocno klepnelam jego plecy. Jeśli przestałby być taki słodki mogłabym go polubić. Cóż, nawet teraz nie jest taki najgorszy.
-Dobranoc Ivy- odchrząknal Liam chcąc odciągnąć ode mnie tego natręta.
-Cześć chłopaki!- wrzasnelam odprowadzając ich wzrokiem aż do kamperów.
Rodzeństwo zmyło się wcześniej niż przypuszczałam, więc zadowolona obkręcilam się wokół własnej osi i robiąc kilka nieokreślonych figur rękami wbiegłam do domku. Kilka dziewczyn spało już w najlepsze, więc nie chcąc ich budzić na palcach skierowalam się do mojego łóżka. Otulona w śpiwór i niebieski koc ustawilam alarm na komórce, po czym schowałam urządzenie pod poduszką. Delikatnie położyłyłam głowę i przymykając oczy próbowałam zasnąć. 
-Kurwa...- zaklelam pod nosem gdy ów przedmiot charakterystycznie zawibrował.


                                      Śpisz? xx Harry



Z jakiej racji on ma mój numer?! Chciałabym przemilczeć tą wiadomość, ale mój kochany mózg, którego niby używam nagle obudził się do życia i wyobrażam sobie, jak zdesperowany kopie i bije ściany swojego "mieszkania". Szybko nacisnelam 'Odpowiedz' i wystukalam treść wiadomości.



                          Nie, ale powinnam. W końcu jutro


                                   pracowity dzień! xx Ivy


Zadowolona z siebie mialam skrytą nadzieję, że chłopak odpisze. Nie mylilam się. Kilka sekund później na  moim ekranie pojawia się biało-żółta kopertka informująca o nowej wiadomości.



                                       Mogę dać ci luzy ;p 


                            Przecież jesteś moją ulubioną
                                   podopieczną. xx Harry


Moje serce dziwnie łopocze piersi. Co jest, kurde?!


~ Harry's POV ~


Leżałem na swoim łóżku i musiałem przyznać, że jestem dziwnie szczęśliwy. Pierwszy do niej napisałem i chociaż wymieniliśmy te trzy marne sms-y, cieszyło mnie to. Opuściłem powieki i wzdychając nucilem pod nosem melodyjkę, którą usłyszałem w reklamie papieru toaletowego.

-Aaa!!!- dziki krzyk rozniosl się po kamperze, a ja spadłem z mojego posłania.
-Lou! Nikt cię nie nauczył pukać?!- wydarlem się na całe gardło patrząc na czerwoną twarz chłopaka.
-No przepraszam- zrobił smutną minkę- ale przybiegłem do ciebie, bo strasznie szybko się zmyłeś. Co jest?- położył dłonie na kolanach i pochylil się w przód.
-Nic...- wymamrotalem próbując schować wibrujący telefon do kieszeni. Nie umknęło to jego uwadze.
-Daj!!!- rzucił się na mnie tym samym wyszarpując ze schowka urządzenie. Moje nowe spodnie!
-Ooo.. czyżby nasz mały Harry znowu...?
-Wcale nie!- zaoponowalem- Ivy to tylko koleżanka. Przecież wiesz jaka była dla mnie na zawodach.... Przez ten czas muszę wszystko odbudować. Nie chcę tego zniszczyć.
-Ale przypomnij sobie przez kogo taka była. Bardzo źle się wtedy zachowałeś. Musiała zatrzymać treningi na dwa miesiące, a to przez osobę, której ufała i...
-Nie kończ! Wiem co chcesz powiedzieć. Ale przez to będę miał jeszcze gorsze wyrzuty sumienia.
-Cóż. Chcę ci tylko pomóc. Rozumiem, że to było dla ciebie ciężkie i przez długi czas nie dostawałeś drugiej szansy. Jestem przekonany, że jej też zależy na ociepleniu waszych kontaktów- jego kąciki ust delikatnie uniosly się do góry- na pewno się wam ułoży.
Mój przyjaciel wstał i wychodząc ostatni raz na mnie spojrzał.
-Nie spieprz tego młody- nie ma go.
Sięgnąłem po telefon leżący na dywanie i szybko odpowiedziałem na jej wiadomość. Po chwili zdecydowałem się zakończyć konwersacje. Musi mieć siłę na jutrzejszy trening.


                            Dobranoc, piękna. xx Harry



Zestresowany ulozylem się wygodnie i przymknąłem oczy. Pojawiła się tutaj tak niespodziewanie. Od jutra wcielam mój plan w życie.






czwartek, 10 kwietnia 2014

Rozdział 3

~ Ivy's POV ~

Stałam wkurzona na tym cholernym ganku i wpatrywałam się w osoby idące w naszym kierunku. Kurwa, jeszcze ich tu brakowało! Kątem oka popatrzyłam na Harry'ego i stwierdziłam, że w przeciwieństwie do mnie był zadowolony z ich obecności. Minęły cztery długie sekundy, zanim moi goście stanęli obok nas.
-Cześć Ivy!- wydarl się Niall a ja miałam ochotę przywalić mu prawym sierpowym. Nikt na świecie nie tryska aż taką energią jak on, co czasami jest wkurzające- lata się nie widzieliśmy!- kontynuował.
-Cześć- burknęłam pod nosem i zlustrowałam każdego wzrokiem. Nikt się nie zmienił. Nadal byli tak nieprzyzwoicie przystojni, a tatuaże zdobily ich opalone ciała. Gdy Harry przedstawiał grafik zauważyłam w jego dolnej wardze srebrny, okrągły kolczyk. Nie, nie patrze się na jego usta! Każdy z chłopaków także posiadał jakiś kolczyk, ale w innym miejscu na twarzy. To dziwne, że za ostatnim razem gdy się widzieliśmy żaden z nich nie miał jakiegokolwiek metalu w swoim ciele lub twarzy a teraz wszyscy cudownym sposobem posiadali coś takiego. Założę się, że gdy jeden spłodzi dziecko inni rozpoczną poszukiwania jakiejś cudownej dziewicy by być podobnym do swojego przyjaciela.
-... i wtedy ja mu mówię. Ivy, czy ty mnie słuchasz?- spytał Louis a ja przyłapałam się na podziwianiu rozbawionego Harry'ego.
-Taaa.. sorki. Zagapiłam się.
-Widzimy- zadrwil Harry i puścił mi swoje popisowe oczko, na którego widok miałam zemdleć a on jak mój rycerz na białym koniu złapałby mnie w połowie drogi.
-Spieprzaj Styles- warknęłam- czy nie powinniście być teraz w swoich kamperach?!
-Jeszcze nie ma godziny policyjnej pani dyrektor- bronił się Zayn- więc szybko się nas nie pozbędziesz- wyszczerzyl swoją mega przystojną mordę.
-Ja wcale...
-Hazzuś!!!

~ Harry's POV ~

Ivy nie skończyła swojej wypowiedzi, gdyż rozległ się niesamowicie wkurwiający głos, który dobrze znałem.
-Hazzuś!!!- moje beznadziejnie zdrobnione imię rozniosło się na cały obóz. Morgan- córka dyrektora zbliżała się w swoich niesamowicie wysokich kozakach, raz po raz tracąc równowagę.
-Wreszcie cię znalazłam!- pisnęła a mi spuchnely uszy- Musisz mi natychmiast pomóc!
-Jestem zajęty- jęknalem przysuwając się jeszcze bardziej do Ivy na co ta spiorunowala mnie wzrokiem.
-Ale to nie może czekać! Poczekaj, zawołam Tom'a. Nudzi się sam w kamperze, a skoro tutaj stoicie bardzo chętnie do was dołączy- wyciągnęła z kieszeni białych rurek komórkę i ruchem długich palców wpisala wiadomość. Jakąś minutę później dołonczył do nas chłopak o kasztanowych włosach, które postawione były do góry. 
-Tom- podał rękę dziewczynie.
-Ivy- z niepewnością podała mu swoją dłoń,po czym zaczerwieniona spuściła głowę.
Co do cholery?!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, że nie wstawiłam rozdziału w tamtym tygodniu, ale miałam dużo nauki i nie wyrabiałam. Teraz dodaję z telefonu. Dziękuję wam!!!! :*


czwartek, 27 marca 2014

Rozdział 2



~ Harry's POV ~


Kiedy drzwi się otworzyły, z mojej twarzy zniknął uśmiech, a wstąpiło na nią zdziwienie. Skąd ona się tu wzięła? Przecież chłopaki mówili, że nie będzie tu nikogo, z kim mieliśmy okazje się zapoznać, a zwłaszcza JEJ. Ivy już od pierwszych zawodów znienawidziła moją osobę po maleńkim incydencie. Byłem wtedy zadowolony z siebie, ale w końcu zrozumiałem jaki błąd popełniłem.

 Zeskanowałem jej twarz od góry do dołu i stwierdziłem, że od naszego ostatniego spotkania jeszcze bardziej wypiękniała. Kasztanowe włosy spływały falami po jej ramionach, a dotychczas drobna sylwetka nabrała kobiecych kształtów. Niezadowolona pokręciła swoim zadartym noskiem i krzyknęła
-Styles?! Co ty tu robisz do cholery?!
Rzuciłem jej jeden z moich popisowych uśmiechów i oparłem się o framugę. 
-Miło znów cię widzieć Wilson. Nie cieszysz się z mojego widoku?
-Chyba śnisz- warknęła, a ja zaniosłem się śmiechem.
-Troszkę grzeczniej- powiedziałem- nie wolno zwracać się takim tonem do swojego opiekuna.
-O..opiekuna?- spytała z dziwnymi iskierkami w oczach.
-Tak- potwierdzam- przyszedłem z wami obgadać grafik. Byłem już w dziewiątce i przyznaje, że jest tam kilka sympatycznych dziewczyn.
Jej policzki stały się czerwone a swoje małe ręce zacisnęła na materiale koszulki.
-Wchodź.
Szedlem tuż za nią, a gdy usiadła na łóżku usadowiłem się obok niej.
-Więc tak...- zacząłem i przypatrzyłem się twarzom dziewczyn, aby lepiej je zapamiętać- jutro jak wiecie, zaczynamy od śniadania o ósmej rano. Później zaczynają się już indywidualne zajęcia z opiekunami- dziewczyny wyjęły kartki i długopisy- około dziesiątej idziemy na rampy i będziemy tam trzy godziny. Radzę wziąć butelkę wody, lub jakiś napój, bo nie będę miał dla was litości. Trzynasta trzydzieści to czas na zajęcia teorytyczne z dyrektorem naszego obozu. Ja jestem jeszcze za młody, więc za dużo wam nie powiem- uśmiechnąłem się do nich i popatrzyłem na Ivy. Była strasznie znudzona i tępo wpatrywała się w swoje nogi- Nie jestem do końca pewien ile mogą one trwać, dlatego na wszelki wypadek uzbrójcie się w cierpliwość. Na koniec mamy ognisko, na którym będą obecne wszystkie osoby się tu znajdujące. To coś w rodzaju zawiązania więzi, czy jakoś to tam określili inni. Opiekunami poszczególnych stopni są moi przyjaciele, których wam przedstawię podczas śniadania. Dzięki temu będzie wam łatwiej porozumiewać się z nimi. To co dzisiaj wam powiedziałem ciągnie się przez cztery dni, a piątego znów się tu pojawię obgadać z wami szczegóły- wstałem z posłania.

~ Ivy's POV ~


Harry podniósł się z miejsca a ja za nim. Pożegnał się z moimi koleżankami skinieniem głowy, a one odpowiedzialy mu tym samym. Eskortowalam go aż do drzwi, do momentu gdy pociągnął klamkę i przekroczył próg. Miałam ochotę zatrzasnąć mu je przed nosem, ale on mnie uprzedził.

-Możemy pogadać?- spytał.
-Jasne- odpowiedziałam obojętnie, ale wiedziałam, że to nie będzie zwykła rozmowa.
Wyszliśmy na zewnątrz i stanęliśmy na malutkim ganku. Chłopak przeczesał ręką swoje loki i przeniósł ją na kark.
-Widzisz...
-Harry!- ktoś krzyknął a my obrocilismy się w tym samym czasie.   



***************************

Przepraszam za krótkie rozdziały, ale obiecuję, że gdy opowiadanie się rozkręci będą dłuższe. :*

środa, 19 marca 2014

Rozdział 1

     



     Mocno zatrzasnęłam drzwi auta, po czym wyłączyłam moją playlistę zdejmując słuchawki. Delikatny wiatr rozwiewał długie włosy, a ja instynktownie przeczesałam ręką ich fakturę. Rozglądnęłam się dookoła. Tegoroczny zlot został usytuowany daleko od miasta. W głębi lasu postawiono dziesięć domków wykonanych z drewna, które tworzą koło. Na środku placyku ograniczonego ów budowlami, z kamieni zostało utworzone palenisko, a w okół niego ułożono długie bale, mające pełnić rolę ławek. Dopiero jakieś sto metrów dalej zostały ustawione rampy różnej wielkości. Zachwycona tym widokiem z pomocą taty wyciągnęłam moje bagaże.Na sam koniec zostawiłam BMX-a, z którym obchodzę się bardzo delikatnie. Dokręciłam koła,  wypolerowalam szmatką ramę i zadowolona z mojej pracy sięgnęłam po rzeczy. Ogromną torbę umieściłam na rowerze i szybkim krokiem udałam się na plac. Na trawie nieopodal domków siedziały rozwrzeszczane dzieci, a obok nich trochę spokojniejsze nastolatki. Wszystkie pary oczu skierowane były w moją stronę, gdy kierowalam się  do domku numer siedem i opierałam mój " środek transportu " o schody.

-Cześć wszystkim!- pomachalam energicznie, a po chwili zostałam obdarzona ciepłymi uśmiechami. Obóz czas zacząć!

                                  *   *   *   *   *   *   *   *   *



    Do każdego domku zostało przydzielone po osiem osób. Obóz miał pięć stopni trudności, dlatego dzięki mojej logice zorientowałam się, że co drugi domek zaczyna kolejny stopień. Do siódemki, w której miałam wcześniej mieszkać trafił czwarty stopień, ja natomiast zostałam przeniesiona do dziesiątki. Pokój dzieliłam z bliźniaczkami: Katty i Evelin, szatynką Clarą, długonogą Monic i blondynkami: Sylvią i Macy. Wszystkie były w moim wieku, co ułatwialo mi rozmowę z nimi. Szybko zadomowiłyśmy się w nowym miejscu i już po chwili cały pokój był wypełniony ubraniami, kosmetykami i  a także różnorakimi smarami i częściami potrzebnymi do usprawnienia naszych rowerów przez czas trwania obozu. Właśnie leżałysmy na swoich łóżkach i w najlepsze rozmawialyśmy o osobach poznanych dzisiaj na obozie. 

-A widziałaś tą Sophi?- krzyknęła Clara- Ruda nie wie w co się pakuje skacząc do Tiffany!
-Co masz na myśli?- oponuje.
-Tiffany szybko się denerwuje. Wiem to z własnego doświadczenia, bo chodzę z nią do szkoły. Jeśli tak dalej będzie Soph skończy z rozwalonym nosem.
Śmiejemy się równocześnie. 
-Najbardziej podoba mi się ten Tony z czwartego- westchnęła Katty na co my popatrzyłyśmy w jej kierunku.
-No co?- oburzyła się- wiem, że mamy po osiemnaście lat, ale przecież rok młodszy chłopak mi nie zaszkodzi.
-Przecież wiemy- powiedziala jej siostra- ale strasznie szybko się w nim zauroczyłaś.
Bliźniaczka zarumieniła się na słowa siostry. Zegarek w telefonie wskazywał 20.09. Za niedługo miał przyjść do nas opiekun piątego stopnia, przedstawić zajęcia na najbliższe kilka dni. Macy wstała ze swojego łóżka i podeszła do naszej wspólnej szafy. Otworzyła ją i wyciągnęła z wnętrza kilka czasopism sportowych. Kątem oka zauważyłam na jednej z okładek relację z zawodów, na których udało mi się wystąpić. Cholera. Rozdala je dziewczynom a sama usiadła na swoim posłaniu. Sylvia kartkujac wcześniej wspomniany zbiór kartek,zatrzymała się na jednej ze stron.
-Ivy! Nie mówiłaś, że jesteś zwyciężczynią tegorocznych zawodów!- krzyknela podekscytowana a ja zwiesilam głowę. Czy wszyscy muszą kupować ta gazetę?
-Taaa...- mruknelam- Proszę nie czytaj tego... Było minęło.
-No wiem!- znów krzyknela- Ale to takie fajne. Jesli nie chcesz o tym gadać to spoko.
Wszystkie dziewczyny uśmiechnęły się do mnie na co ja odpowiedziałam im tym samym. W tym samym czasie rozległo się pukanie. Pośpiesznie wstałam z miękkiej kołdry i podeszlam do drzwi. Pociągnęłam za klamkę.
-Dobry wie...- zamarlam. 
Moje ciało zesztywniało a a ja warknęłam.

-Styles!? Co ty tu robisz do cholery?!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Proszę o komentarze.... Oto pierwszy rozdział <3

Początki :*




     Kochane, jak widzicie zaczynam moja przygodę z tą stroną dlatego nie zdziwcie się, jeśli coś nie pójdzie po mojej myśli i przez przypadek jakiś rozdział zniknie, bądź pojawia się trudności z wstawianiem komentarza itd. Niestety, nie posiadam twittera, dlatego pojawią się małe komplikacje z informowaniem o nowych rozdziałach. Obiecuję jednak, że bd się one pojawiać systematycznie, ( ustalmy na razie, że w czwartki koło 19 ) a może i wcześniej gdy nie bd miała nauki lub obowiązków domowych. Dopiero oswajam się z tym wszystkim i prosiłabym was o zrozumienie w wypadku powyższych sytuacji. :) Bohaterowie i rzeczy w innych zakładkach pojawia sie niedługo, gdyż prowadzę bloga wraz z moja przyjaciółką, która przy lepszych wiatrach czasami bd odpowiadała na wasze komentarze. Jej głównym zadaniem tu jest pilnowanie mnie XD Nie jestem zwykła w moich opowiadaniach pisać prologu, dlatego od razu pojawi się pierwszy rozdział. Za komentarze i wejścia dziękuję z góry.
                                                                                       
                                                                                          Gabrysia :***